Pokazywanie postów oznaczonych etykietą charakter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą charakter. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 maja 2012

Droga gladiatora


W treść książki Daniela Wilczka Finansowy geniusz. Odkryj w sobie bogactwo wprowadza nas materiał audio z fragmentem do odsłuchania (dostępnym TUTAJ). Nie chodzi mi o krótką próbkę, którą możemy odsłuchać z playera bezpośrednio na stronie prezentującej książkę, lecz o darmowy plik mp3 do pobrania. Urywek ten zawiera przejmującą opowieść o gladiatorze, który od dziesięciu lat toczy krwawe walki z nadzieją, że w końcu zdobędzie dzięki nim wolność.

Dowiadujemy się więc już na wstępie, że świat dzieli się na panów i niewolników. Ci pierwsi nie rzucają się w oczy, kryją się gdzieś, dalecy i niedostępni. Domyślamy się jednak, że ktoś w końcu stworzył te okratowane cele i areny z widowniami, które co jakiś czas wypełniają się tłumem żądnym widoku krwi, obojętnie czyjej.

Zostajemy zatem rzuceni w świat niewoli. Niewolnicy zaś dzielą się na dwie kategorie. Jedni to ci zrezygnowani, pogodzeni z losem i swoim upodleniem. Tych jest miażdżąca większość. Oprócz nich są jeszcze waleczni buntownicy, którzy nie zgadzają się na apatyczną wegetację i wchodzą na drogę permanentnej walki, z nadzieją na wyjście z poniżenia.

Uwaga narratora skupia się na tych drugich. Ci dążą do wyzwolenia. Ale nie jak niewolnicy z platońskiej jaskini. Tam chodziło o zwrócenie się w stronę światła, którego zawsze starczy dla wszystkich. Natomiast wolność, której pragną gladiatorzy, jest dobrem rzadkim. Dostępna jest tylko dla nielicznych. Trzeba o nią stoczyć walkę. Jest nagrodą dla tych, którzy dla jej osiągnięcia gotowi są wyeliminować konkurentów.

Tu już nie chodzi o napełnienie umysłu czystą prawdą, lecz o przetrwanie i godne życie. Droga do osobistej wolności prowadzi „przez śmierć i zniszczenie innych ludzi, którzy w gruncie rzeczy mają te same marzenia co ja”. Chcąc być wolnym, trzeba zostać gladiatorem.

Chętnych na ograniczoną liczbę naprawdę wolnych miejsc w świecie jest grubo ponad limit. Aspiranci muszą więc dokonać selekcji. Własnymi rękami. Dlatego ich życie to na przemian morderczy trening i walka. I tak przez całe lata. Jeśli tylko nie padną w którejś z bitew.

Dla słuchacza (lub czytelnika, bo ten sam fragment można przeczytać w darmowym pliku PDF) od początku jest oczywiste, że nie mamy tu do czynienia z powieścią historyczną z czasów antycznego Rzymu. Jasne jest, że metafora gladiatora niewątpliwie służy autorowi do zilustrowania zmagań człowieka współczesnego na wolnym rynku.

Więc mamy oto zaiste piękny obraz świata w ćwierć wieku po upadku totalitarnego reżimu i rzekomym odzyskaniu wolności. Strefa wolności okazuje się dziwnie skurczona. Poszerzają się za to strefy zniewolenia.

W tej niby to liberalnej rzeczywistości o wolność trzeba toczyć zażarte boje. Inaczej bowiem zostaje się żałosnym śmieciem gnijącym w ponurych lochach tego nowego wspaniałego świata.

Idea solidarnego dążenia do wolności okazuje się naiwną utopią. Drugi z istoty swej jest zagrożeniem dla mnie. Jego pragnienie wolności jest nie do pogodzenia z moim. Nie można mu zawierzyć. Nie można z nim ułożyć się na zasadzie synergii. Nie można z nim dążyć do wspólnych celów. Trzeba go unicestwić.

Zamiast warunków do rzeczywiście swobodnego i wszechstronnego rozwoju znajdujemy postępującą brutalizację życia. Stan wojny wszystkich ze wszystkimi.

Status niewolnika staje się statystyczną normą. Nowym pokoleniom świat już na wstępie jako swoisty pakiet startowy funduje sytuację niewolnika. A tym coraz to bardziej mniejszościowym szczęśliwcom stale grozi zdegradowaniem do nędznej egzystencji niewolniczej. Innymi słowy, rodzimy się w celi lub w cieniu więzienia.

Tyle ma nam do zaoferowania świat w ćwierć wieku po przewrocie ustrojowym...

ALE, ALE! STOP, STOP, STOP!

To nie do końca tak. Zagalopowałem się w interpretacji metafory gladiatora. Jakieś podprogowe prądy myślowe znów zaczęły mnie znosić ku starym, opisanym już na tym blogu kataraktom: nieludzki kapitalizm, bezwzględny wyzysk, źli bogacze ssący krew z biednego itp. itd.

Sam autor przerwał mi nagle te zbyt wybujałe wycieczki wyobraźni, stwierdzając jak gdyby nigdy nic, że „w naszych czasach o wolność walczy się, pokonując demony, które siedzą w naszych głowach. Musimy walczyć z wymówkami, gnuśnością, lenistwem i wszelkiego rodzaju słabościami”.

Więc to tak. Chyba się zdrzemnąłem słuchając pięknie czytanej opowieści i niewinna metafora niepostrzeżenie rozwinęła mi się w koszmarny sen. Czas się obudzić.

Co za ulga! Wychodzi ni mniej, ni więcej tylko na to, że naszym największym wrogiem jesteśmy my sami. Okazuje się, że jedyne walki, jakie musimy stoczyć, to na przykład prezentacja przed wieloosobową grupą lub seria czynności związanych z poszukiwaniem pracy.

Bagatela.

Chociaż nie, nie bagatela. Autor wcale nie bagatelizuje tych wyzwań. Właśnie z całą trenerską powagą chce nas do nich przygotować. Za pomocą serii pytań stanowiących tytuły poszczególnych podrozdziałów sprawdza stan naszego psychicznego umięśnienia.

Na przykład:

„Czy jesteś pewny siebie?
Jak znosisz porażki?
Jak się zachowujesz w sytuacjach zagrożenia?
Czy masz dużą zdolność samokontroli?
Czy jesteś zdeterminowany i wytrwały?”

I tak dalej. Zobaczcie sami.

Na tym między innymi opiera się proponowany przez niego program zaprawy współczesnego gladiatora.

Trudno tu znaleźć choćby słowo o finansach. Za to wielki nacisk położony jest na strukturę emocjonalną i wiedzę o sobie samym. Ich rola w budowaniu podstaw sukcesu finansowego jest nie do przecenienia.

Chodzi o to, byśmy w codziennym pokonywaniu trudności nabrali takiej odwagi, jakiej potrzebował gladiator z przytoczonej opowieści. Bo z reguły za bardzo wyolbrzymiamy nasze problemy. I wtedy szukamy wymówek, panikujemy, wycofujemy się, uciekamy.

A tymczasem w takich wypadkach należy zadać sobie pytanie: czym jest zmaganie się z tą trudnością w porównaniu z walką na śmierć i życie?

Od tego właśnie powinniśmy rozpocząć naszą podróż do wolności, zarówno mentalnej, jak i materialnej.

wtorek, 1 maja 2012

Źródło problemów i zło konieczne

Wstępnie, więc szybko i pobieżnie zapoznałem się z omówieniem książki Andrzeja Mańki Jak o pieniądzach myślą bogaci i dlaczego biedni robią błąd, myśląc inaczej (dostępna w różnych wersjach TUTAJ).

W tytule serii Bogaty Polak, biedny Polak od razu rozpoznałem ciekawą aluzję do słynnego bestsellera Roberta Kiyosaki Bogaty ojciec, biedny ojciec.

Jeszcze bardziej zainteresował mnie dramatyczny epizod, od którego na dobre zaczęła się pasjonująca przygoda przyszłego eksperta z rozwojem własnej inteligencji finansowej. Musiał się poczuć nieźle upokorzony, dotknięty do żywego, wścieknięty.

Ale nie zrozpaczony, jak tysiące innych Polaków w podobnej sytuacji, o których mówią przytoczone ponure statystyki.

Stało się dla mnie jasne, że książka zrodziła się z ogromnych emocji, z pozytywnej agresji, z wielkiego gniewu – na siebie.

Przebiegłem wzrokiem parę dalszych akapitów polecającego tekstu i zatrzymałem się na dłużej przy pasku odtwarzacza, żeby przesłuchać fragment książki w wersji audio.

I oto gdy tylko nacisnąłem trójkącik playera, spiker łagodnym mentorskim tonem, dziwnie powoli i wyraźnie, jakby mu specjalnie zależało na tym, żebym to akurat ja nie uronił ani jednego słowa, zaczął cedzić takie oto stwierdzenie autora:

„Biedny Polak nie dostrzega związku między swoją kondycją finansową i cechami charakteru. Uważa pieniądze za źródło problemów lub co najwyżej zło konieczne. Stawia w swoim umyśle i swoim życiu wyraźną barierę między wiedzą o pieniądzach i stosunkiem do nich a stylem życia i swoimi nawykami”.

Niemal podskoczyłem z wrażenia. Skąd facet tyle o mnie wie?!

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Przebłyski nadziei

(Wpis z 12 września 2011 r., pierwotnie umieszczony w innym blogu, tutaj przejrzany, poprawiony i uzupełniony.)

Ostatnio prawdziwym przebojem stał się audiobook ojca Fabiana Błaszkiewicza Jestem legendą. Wyrażając jego treść w największym skrócie: Bóg chce, żeby każdy człowiek był legendą, żeby rozpoznał i rozwinął jak najpełniej złożone w nim talenty. W związku z tym stwierdziłem, że właściwie te trzy tomy Rozmów na koniec wieku, które wywiad po wywiadzie tutaj analizuję – to zapisy spotkań z legendami. Każdą z osób zaliczonych do tej plejady można uznać za wzór rozpoznania własnych talentów i zarządzania nimi.

W spotkaniach tych realizują się (zgodnie z przyjętą powyżej konwencją można powiedzieć: stają się legendami) także prowadzący te rozmowy. I dzieje się tak bez względu na moje wybrzydzanie, przypominające trochę grymasy rozkapryszonego malca, któremu obiecano coś słodkiego i faktycznie poczęstowano go pomadką z pysznym nadzieniem, on jednak okazuje rozczarowanie, bo spodziewał się, że dostanie kawał tortu.

Ale też rzeczywiście od każdej z tych urzeczywistnionych legend można by się spodziewać czegoś więcej. Na przykład już choćby po przeczytaniu krótkiego biogramu Jacka Woźniakowskiego chciałoby się dowiedzieć więcej na temat jego walki w AK, pracy w “Tygodniku Powszechnym” w trudnych latach stalinowskich, zakładania Klubów Inteligencji Katolickiej w Krakowie i w Warszawie, kierowania wydawnictwem Znak, kilkudziesięcioletniej pracy wykładowcy na KUL-u czy pracy pisarskiej. Tymczasem redaktorzy postanowili wypytać go o... wychowanie. Cóż za minimalizm! – pomyślałem w pierwszej chwili, srodze zawiedziony. I tylko wcześniejsze mocne postanowienie przeczytania wszystkich wywiadów powstrzymało mnie od przejścia od razu do następnego rozmówcy.

Charakterystyczne, że pojęcie wychowania od początku nabiera konotacji elitarnych, arystokratycznych. Otrzymać wychowanie – to nie byle co, to drogocenny dar na całe życie. Profesor zajmująco opowiada, jak to z tym było w sferach ziemiańskich, w kręgach inteligencji. Od chlubnych przykładów sprostania wyzwaniom dziejowym z kawaleryjską dezynwolturą przechodzi do polskiej wersji “zdrady klerków”, a potem dalszej erozji i degrengolady.

“Teraz inteligencja powoli ustępuje pola takim zawodom, o których istnieniu nikomu się przedtem nie śniło. Klasycznym, nowym typem jest biznesmen. Pytanie tylko, czy ten biznesmen stwarza nowy kodeks zachowania się, nowy obyczaj?
Podejrzewam, że dzisiejszy biznesmen ogląda amerykańskie filmy i może coś tam czyta. W rezultacie jego modele są bardzo mieszane, dosyć kundlowate.” (Rozmowy..., op. cit., t. I, s. 51).

Jednym z przejawów rysującego się wyraźnego upadku jest zanik dążeń samowychowawczych.

“To się nazywało praca nad charakterem. Idea pracy nad sobą, która zawierała pewną ascezę, była bardzo mocno zakorzeniona w wychowaniu. Najprzód ta praca nad sobą polegała na tym, że inni w niej pomagali, a potem trzeba było ją samemu kontynuować.
Praca nad sobą to jest pojęcie tak anachroniczne dzisiaj i tak staroświeckie, że nie bardzo widzę, aby obecnie odgrywało w pedagogice jakąś rolę.
Nie wiem, czym zostało zastąpione, ale boję się, że w wychowaniu dzisiejszym została po tym dziura” (42).

Z tych pesymistycznych diagnoz nietrudno odgadnąć, do czego może doprowadzić ten stan rzeczy w przyszłości.

Tutaj jednak od razu muszę wspomnieć o interesującym zjawisku, które być może jest sygnałem trwalszego trendu, a w każdym razie napawa pewnym optymizmem, mianowicie o powrocie do idei pracy nad sobą. Powrocie tym bardziej zaskakującym, że obserwowanym właśnie w kręgach związanych z biznesem, a konkretnie w prężnym i na wskroś współczesnym nurcie coachingu. Na przykład w najnowszym numerze “Magazynu Coaching” (5/2011) Jacek Rozenek w pewnym momencie mówi, co następuje: “W ten sposób menedżer daje najlepszy możliwy, bo osobisty przykład rozwoju i pracy nad sobą” (s. 86). Problematyce osobistego rozwoju poświęcone są liczne treningi i szkolenia, poradniki z dziedziny literatury motywacyjnej, witryny internetowe, a także społeczności na Facebooku. Praca nad sobą okazuje się niezbędna w działalności ekonomicznej. Tą oto drogą nowe zawody poznają się na wartości starych, sprawdzonych wzorców.

Niezależnie od tego z pewnością dość spora grupa młodych ludzi z “pokolenia JP2” przyjęła za program słynne słowa papieża: “musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”.

Dość wymiernym wskaźnikiem tej fali odrodzenia zainteresowań problematyką działań autopedagogicznych może być liczba i bogactwo treściowe stron internetowych, jakie prezentuje wyszukiwarka Google po wpisaniu hasła “praca nad sobą”.

Na koniec spotkania profesor formułuje swoją listę motywów życia i nadziei.

“Myślę, że nadzieja leży w poszczególnych ludziach. Poczynając od najmłodszych, u których nieraz widzi się, że potrafią naprawdę bezinteresownie zmierzać ku czemuś i próbować realizować wartości, a kończąc na bardzo wybitnych myślicielach. Poczucie, że można zaufać czyjemuś myśleniu, które jest oderwane od bezpośredniego interesu, które rzeczywiście stara się dotrzeć do jądra gęstwiny, do jądra rzeczywistości, nie pozwala obumrzeć nadziei.
Uważam, że świat jest dosyć okropny, ale od utonięcia w okropności ratują go bez przerwy wspaniałe przebłyski. Głęboko wierzę Norwidowi, który mówi, że wszystko przewieje, ale dwie rzeczy zostaną – poezja i dobroć” (52n).

Pięknie powiedziane. Oby tych przebłysków było jak najwięcej.



Postscriptum (19 listopad 2011 r.). Już po napisaniu i opublikowaniu pierwszej wersji tego wpisu zauważyłem na półkach księgarskich potężne, czterotomowe dzieło Napoleona Hilla Prawa sukcesu według Napoleona Hilla. Oto tytuły składających się na nie woluminów:
Na razie tylko pobieżnie przejrzałem poszczególne tomy. Nie wiem więc na przykład, na czym według autora polega różnica między pracą nad sobą a samodoskonaleniem. Dla mnie te pojęcia są tak bliskoznaczne, że właściwie stanowią jedno. Tak czy owak już z samych tytułów tej imponującej tetralogii widać, jak wielkie znaczenie ma dla tego klasyka literatury motywacyjnej zagadnienie świadomego rozwoju osobistego.

Oczywiście, można snuć podejrzenia, że w tym wypadku celem pracy nad sobą z pewnością nie będzie drogie dawnym inteligentom szczytne poświęcenie dla ojczyzny, narodu czy społeczeństwa, lecz akurat na wskroś interesowny wysiłek na rzecz zwiększenia własnej earning ability. Ale nawet gdyby faktycznie tak było, to w sumie co w tym złego? Czy dowartościowanie tego aspektu nie służy koniec końców ojczyźnie?