Postanowiłem wreszcie odnaleźć coś więcej na temat legendarnego okresu bezdomności w życiu Joego Vitale. Szperając w Internecie dotarłem do jego autobiografii Podróże do wnętrza siebie. Tak, jest wydana po polsku! Wydawnictwo Złote Myśli wydało ją aż w czterech wersjach do wyboru: klasyczne wydanie papierowe, e-book w formacie PDF, audiobook w pliku mp3 oraz audiobook na płytce CD. Na razie zatrzymałem się przy zaoferowanych na stronie wydawnictwa darmowych fragmentach do przeczytania i odsłuchania.
Pomyślałem, że jeśli znajdę w nich to, czego szukam, nie będę szukał dalej, to mi wystarczy. Niestety, nie ma w nich mowy o tym, czego szukałem. Zapoznałem się za to z jeszcze wcześniejszym etapem życia Joego Vitale: z jego dzieciństwem.
Nie będę oczywiście relacjonował tutaj pasjonującej opowieści samego autora. Nic nie zastąpi jego własnej relacji. Powiem tylko jedno: przeżyłem wstrząs. Dzieciństwo spędzone w takich warunkach, w takich relacjach z autorytarnym ojcem musiało być dla niego potworną traumą, jednym wielkim koszmarem. Nie wiem, ile musiał znieść potem, w czasach, gdy jak sam napomyka, „żył w norze”. W każdym razie już ten pierwszy etap w każdym czytelniku czy słuchaczu wzbudzi współczucie.
I zarazem tym ostrzej podkreśla późniejszą radykalną zmianę losu. Niesamowity kontrast między tymi dwoma okresami: dzieciństwem w wielkiej biedzie i szczytem sławy można sobie pełniej uzmysłowić, kiedy się w innej książce tego samego autora, Przebudź się! Odkryj sekret szczęścia i życia pozbawionego problemów (darmowy fragment PDF na stronie wydawnictwa Onepress), odszuka miejsce, gdzie Joe Vitale mimochodem wspomina o tym, jak co wieczór pod rozgwieżdżonym teksańskim niebem bierze kąpiel w basenie z gorącą wodą i wyraża wszechświatu wdzięczność za cudowną odmianę w swoim życiu, za to, że z bezdomnego stał się milionerem.
Muszę tutaj dodać, że wciąż mam w pamięci świeże ślady odkryć z poprzedniego wpisu. Toteż czytając i słuchając powyższych autobiograficznych opowiadań o dzieciństwie słynnego e-marketingowca gdzieś w tyle głowy niespokojnie krążyło mi pytanie: czy naprawdę mam do czynienia z wydarzeniami autentycznymi?
Na chwilę obecną przyjmuję w dobrej wierze, że jest w nich spora doza prawdy. Jednak odetchnąłbym z ulgą, gdyby potwierdził to Damian Redmer. A historia bezdomności Joego Vitale wciąż jest jeszcze przede mną. Wiem już jednak przynajmniej, gdzie jej szukać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wdzięczność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wdzięczność. Pokaż wszystkie posty
sobota, 25 lutego 2012
środa, 8 lutego 2012
Wielka Siódemka
Skompletowałem całe bestiarium. Jak je nazwać: bestiarium benedyktyńskie? dominikańskie? krakowskie? tynieckie? Tak czy owak, rozpoznano i szczegółowo omówiono w sumie siedem bestii-demonów. Oto one:
Siedem istot o dziwnych, skomplikowanych kształtach. Na własny użytek nazwałem je Wielką Siódemką, The Big Seven. Przez analogię do Wielkiej Piątki Afrykańskiej. Siedem dziwnych, choć wcale nie fantastycznych stworów. A właściwie potworów. Bo nie są to niewinne, sympatyczne domowe kocięta czy szczenięta. Ani też pokazowe egzotyczne zwierzęta udostępnione do bezpiecznego oglądania na wybiegu zoo lub w zwierzyńcu, wciąż niebezpieczne, nieoswojone, a jednak już pozbawione tych naturalnych instynktów potrzebnych do przetrwania w prawdziwej dziczy. Grasują na pełnej wolności. Ale nie gdzieś na bezkresnej, odludnej sawannie, lecz w społecznej gęstwinie naszej współczesnej cywilizacji. Nie napadają znienacka, lecz oplatają swe ofiary stopniowo, przez całe lata snując zdradliwe sieci i usidlając całe populacje i pokolenia. Niczym monstrualne pająki, tym bardziej niesamowite, że niewidzialne.
Tym większy też podziw należy się ich tropicielom i tropicielkom, dzielnie ścigającym je i stawiającym im czoło połączonym wysiłkiem intelektualnym i moralnym, medytacją i modlitwą. Z powagą i respektem, ale bez zabobonnego lęku. Prawdziwi metafizyczni myśliwi. Godne dzieci swych prehistorycznych praprzodków. Pasjonujące są zarówno ich wypowiedzi solowe, jak i rozmowy przy zapalonych świecach, w trakcie których wymieniają się uwagami o napotkanych tropach. Jak pradawni łowcy skupieni przy ogniskach, snujący niezwykłe opowieści i wspólnym, skoordynowanym wysiłkiem próbujący przeniknąć i okiełznać otaczające ich mroczne, tajemnicze, pełne grozy nieznane.
Siedem istot o dziwnych, skomplikowanych kształtach. Na własny użytek nazwałem je Wielką Siódemką, The Big Seven. Przez analogię do Wielkiej Piątki Afrykańskiej. Siedem dziwnych, choć wcale nie fantastycznych stworów. A właściwie potworów. Bo nie są to niewinne, sympatyczne domowe kocięta czy szczenięta. Ani też pokazowe egzotyczne zwierzęta udostępnione do bezpiecznego oglądania na wybiegu zoo lub w zwierzyńcu, wciąż niebezpieczne, nieoswojone, a jednak już pozbawione tych naturalnych instynktów potrzebnych do przetrwania w prawdziwej dziczy. Grasują na pełnej wolności. Ale nie gdzieś na bezkresnej, odludnej sawannie, lecz w społecznej gęstwinie naszej współczesnej cywilizacji. Nie napadają znienacka, lecz oplatają swe ofiary stopniowo, przez całe lata snując zdradliwe sieci i usidlając całe populacje i pokolenia. Niczym monstrualne pająki, tym bardziej niesamowite, że niewidzialne.
Tym większy też podziw należy się ich tropicielom i tropicielkom, dzielnie ścigającym je i stawiającym im czoło połączonym wysiłkiem intelektualnym i moralnym, medytacją i modlitwą. Z powagą i respektem, ale bez zabobonnego lęku. Prawdziwi metafizyczni myśliwi. Godne dzieci swych prehistorycznych praprzodków. Pasjonujące są zarówno ich wypowiedzi solowe, jak i rozmowy przy zapalonych świecach, w trakcie których wymieniają się uwagami o napotkanych tropach. Jak pradawni łowcy skupieni przy ogniskach, snujący niezwykłe opowieści i wspólnym, skoordynowanym wysiłkiem próbujący przeniknąć i okiełznać otaczające ich mroczne, tajemnicze, pełne grozy nieznane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)